Jak wymijająco odpowiedzieć na źle zadane pytanie

  • ( tekst napisany w 2011 roku )

Niezmiernie trudno jest mnie, osobie, która czyta książki w każdej możliwej sytuacji i każdym możliwym miejscu, zdecydować, jaka pozycja zrobiła na mnie największe wrażenie. Jeszcze trudniej jest rekomendować, zachęcać. To, co dla mnie mogło być literackim objawieniem, odkrywaniem nowych światów, źródłem emocji, powodem wzruszeń czy uniesień intelektualnych, dla kogo innego może być zwykłym czytadłem, niewartym ceny papieru, na którym zostało wydrukowane. Wszak każdy z nas inne ma upodobania i – de gustibus non est disputandum.
Także to, że czytamy nie „w oderwaniu od rzeczywistości” a „tu i teraz”, w konkretnej naszej, osobistej sytuacji, w konkretnym nastroju, takim a nie innym samopoczuciu, stanie ducha, przy takiej a nie innej pogodzie, bezsprzecznie wpływa na naszą percepcję. Podobnie nasz wiek determinuje określony odbiór lektury. To co zachwyca dwudziestoparolatka, już dziesięć lat później z grymasem niechęci i uśmiechem rozbawienia własnymi niegdysiejszymi gustami może zostać odłożone na najwyższą półkę w biblioteczce. Ale … zdarza się, że za następne parę, paręnaście lat, z już bądź co bądź wyrobionym gustem literackim, wolni od pochopności decyzji wieku młodzieńczego , mniej emocjonalnie a bardziej intelektualnie chcemy przypomnieć sobie to, co kiedyś nas zafascynowało, co gnało nas do biblioteki, co powodowało, że zarywaliśmy noce, czytając przy latarce pod pierzyną. I sięgamy na tę zakurzoną najwyższą półkę naszej pamięci. I czytamy z zapartym tchem, błyszczącymi oczyma, na przemian śmiejąc się i ocierając łzy wzruszenia. I czytamy…
Z założenia więc subiektywny być musi nasz osąd lektury; równie subiektywny co niesubiektywne były powody dla których tę a nie inną pozycję postanowiliśmy przeczytać. – A to ktoś podarował nam na urodziny, a to autor dostał literackiego Nobla, rozwiódł się, ożenił, zmarł czy akurat obchodzimy setną rocznicę jego urodzin.
To wszystko nie ma znaczenia. Tak naprawdę jedyne co jest ważne, to to, czy książka nam się podoba, czy wzbudza w nas emocje, czy po przeczytaniu chcemy czytać raz jeszcze , już na spokojnie, słowo po słowie, zdanie po zdaniu, smakując, delektując się każdą frazą. Czy chcemy, zazdrośnie chowając ją pod poduszką, żeby była nasza. Czy też bez żalu z nią się rozstajemy, znudzeni, rozczarowani, zawiedzeni, nie doczytawszy nawet do końca drugiego rozdziału.
Jednakowoż nie jest tak, że te, których my nie chcemy, które nie przykuły naszej uwagi na dłużej, nie znajdą wdzięcznego czytelnika w kim innym. Jako się rzekło, o gustach się nie dyskutuje.
Ale wszystkie one, wszystkie przeczytane czy chociażby naprędce przewertowane książki zostawiają w nas pewien ślad. Jedne głębszy, mocno odciśnięty, a inne cień zaledwie, cień cienia. Gdzieś tam, daleko z tyłu głowy żyją pospołu Winnetou i Jean Valjean, Mały Książę z pilotem Pirxem patrzą w gwiazdy, roboty marzą o mechanicznych owcach a Odys i Leopold szukają każdy swojej Itaki.
Jest wiele książek, które zapadły mi w pamięci. Pamiętam nie tylko ich treść i wrażenie jakie na mnie wywarły. Pamiętam ich zapach, kiedy pierwszy raz były w moich dłoniach, zapach papieru i farby drukarskiej, pamiętam gładkość obwoluty i szelest kartek pośpiesznie przerzucanych. Pamiętam też swoją przekorną cierpliwość – już mam, już jest na wyciągnięcie ręki, ale jeszcze nie czytam, jeszcze się wstrzymuję.
Gdyby ktoś bardzo dociekliwy zadał mi pytanie, która z przeczytanych książek wywarła na mnie największe wrażenie, która z nich najbardziej mi się podobała, odpowiedź musiała by być jedna – nie wiem. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, nie potrafię wybrać.
Zakładam jednakże, że przyszłyby mi wówczas na myśl książki, do których wracam wielokrotnie i za każdym razem czytanie ich sprawia mi przyjemność równą tej, jaka była mi dana przy pierwszym ich czytaniu.
Na pewno byłaby to „Księżycowa dolina” Jacka Londona, wzruszająca powieść drogi z wątkiem miłosnym, wykwintną bielizną i cudowną piosenką o abalonach.
Dalej Lem i „Powrót z gwiazd”, który mimo że upłynęło 50 lat od pierwszego wydania nic ze swego przesłania nie stracił.
Wieczne dziecko we mnie dopomina się o „Akademię Pana Kleksa” i o lewkonię podróżniczą – oj tak!!!
„Bikini” według mnie najlepsza, najbardziej dojrzała powieść Janusza Leona Wiśniewskiego.
Wstrząsająca „Zielona mila” Stephena Kinga i Mr.Jingles.
Sapkowski – za całokształt. No .. prawie.
Randy Pausch „Ostatni wykład” z jakże istotnym przesłaniem – cyt.: „Większość z nas miało w dzieciństwie marzenia: miejsca, które chcieliśmy zwiedzić, ludzie, których chcieliśmy spotkać, pracę, która chcieliśmy wykonywać. To wszystko to nasze marzenia, które mogą się stać potężnym źródłem motywacji. Niektórzy z czasem rezygnują z nich. Zachowanie ich to podstawowa wartość, która świadczy o naszym człowieczeństwie.”
„Il gattopardo” (Lampart) di Lampedusy i modlitwa rodziny di Salina, prowadzona przez księcia Fabrizio.
Mariusz Wilk przełamujący stereotypy myślenia o Rosji swoim „Dziennikiem Północnym”.
Wspaniałe „Czasy Miejsca Ludzie. Wspomnienia z Kresów Wschodnich” Heleny z Jaczynowskich Roth.
I wiele, wiele innych.
Sprowokowane jakimś impulsem, zapachem, dźwiękiem, ciszą wracają do nas niby magdalenki. Pamiętamy jedynie fragmenty, słowa pojedyncze. A więc w poszukiwaniu straconego czasu znów sięgamy na tę najwyższą, zakurzoną półkę naszej pamięci i czytamy, czytamy, czytamy…

Nocna czerń ciągnie się – jak w Dukli – w nieskończoność , Babette przygotowuje dla nas swoją ucztę, Nastazja rozdmuchuje samowar, świerszcz gra za kominem, Wielki Brat patrzy a Orwell zaprasza na filiżankę herbaty z mlekiem.
A my czytamy…

7 myśli na temat “Jak wymijająco odpowiedzieć na źle zadane pytanie”

  1. Przecudny tekst 🙂 Do „Księżycowej Doliny” wrócę z największą przyjemnością, należy do tych, których się nikomu nie pożycza, żeby nie zniknęła z domu. A Winnetou – wiesz, że kocham miłością stałą i wieczną 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Większość wymienionych przez ciebie (w tym dobrym tekście) pozycji też należy do moich ulubionych ( tylko od „Doliny Księżycowej” J Londona bardziej lubię „A lasy wiecznie śpiewają” Trygve Gulbranssena. HA! I też czytam NA OKRĄGŁO – nie wyobrażając sobie jak można żyć bez książek

    Polubione przez 1 osoba

  3. Piękny tekst o miłości do książek… Tak… Czasami odkładamy książki na bok, by po latach do nich wrócić;-)
    A subiektywizm? Przecież to on jest najważniejszy przy czytaniu… Bo czyż na nim nie opiera się …intymna więź z książką:-)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.