Sezon (….)*uważam za otwarty !!

* – sezon tworzenia dekoracji na Boże Narodzenie, rzec jasna ! Jak się ma zamówienie na pięciometrowy łańcuch na choinkę, to trzeba odpowiednio wcześnie rozpocząć pracę, nieprawdaż ??CIMG1513

Jak to z misiami było

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za Żółtym Morzem i za Żółtą Rzeką, w wielkiej fabryce na skraju miasta,  przyszły na świat małe misie. Dwieście tysięcy małych misiów. Misie nie miały ani mamusi, ani tatusia, ale za to miały mnóstwo – ponad 8912 300 – cioć i wujków. Nie miały też swoich łóżeczek. Spały, ciasno do siebie przytulone, w olbrzymich kartonowych pudłach, ustawionych w sterty w ciemnym, dusznym magazynie.CIMG1069-side

Misie bardzo były ze sobą zżyte, ale wiedziały, że pewnego dnia przyjdzie im się rozstać. Prawdę mówiąc, to nie mogły się tego dnia doczekać, bo przecież miały jechać w daleki świat, zobaczyć mnóstwo ciekawych rzeczy, poznać nowe miejsca, a może – och !!! to marzenie każdego misia !!! – zostać Prawdziwym Przyjacielem jakiegoś małego chłopca lub słodkiej dziewuszki.

 I oto pewnego dnia pod magazyn podjechał sznur samochodów z naczepami o wielkich kołach.

  Pewnie to po nas, pomrukiwały podekscytowane misie. Szybko, szybko, uściskajmy się na pożegnanie.

Ale było już za późno, już pakowano pudła z misiami do ciężarówek, już otwierano skrzypiącą bramę, już kierowcy przekręcali kluczyki w stacyjkach.

Żegnajcie, żegnajcie, może kiedyś gdzieś się spotkamy – misie ocierały misiowe łezki, ale zbyt były przejęte czekającą ich podróżą, by za bardzo przejmować się rozstaniem. Pa, misie, paa-a !!
Przygodo , ahoj !!

Samochody spod bramy fabryki rozjechały się we wszystkich kierunkach i jeszcze tylko przez chwilę słychać było z oddali misiowy śpiew …
…..jadą, jadą misie, śmieją im się pysie…

Jedna z ciężarówek, ta, w której podróżował miś nr 126958 z piętnastoma najbliższymi kuzynami ( z kuzynkami rzecz jasna  także) i z paroma setkami kuzynów dalszych, miała najdłuższą drogę do przebycia. Okazało się, że wiezie misie do portu !! – mają płynąć statkiem !!

Ciekawe dokąd – zastanawiały się misie. Do Afryki może ? Niee, na pewno do Australii, tam mieszka kuzyn koala. Albo do Ameryki, spotkamy się z wujkiem grizzli, jak fajnie !

Szybko jednak okazało się, że ani Australia, ani Ameryka, a Europa jest celem misiowej podróży.

Długi to był rejs, oj długi. Dłużyła się misiom ta podróż, oj dłużyła !!

 

Dalsze  misiowe przygody zostaną opublikowane w bliżej nieokreślonej przyszłości, a tymczasem misie pochwalą się swoimi „ubrankami” –  w następnych wpisach 🙂

G5 – już puste !

skoro świt już było słychać „pozagniazdowe” wołanie maluchów o jedzenie 🙂

Rodzice się uwijają, pisklaki drą dzioby, kota sąsiadki nie widać.

A my się zastanawiamy, czy to już koniec, czy jeszcze coś w żywopłocie znajdziemy.

( No bo o tym gnieździe w jaśminie u Lucy na balkonie to wiem 😉  )

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pierwszy odważny

CIMG1134

pierwszy maluszek – to ten na fotografii – wyskoczył z gniazda wczesnym przedpołudniem, a potem, w odstępach mniej więcej godzinnych, następne.

No i zaczęło się szaleństwo rodziców z „ogarnianiem” 5 głodnych dziobów rozproszonych po całej okolicy.

Oczywiście nie obyło się bez przygód – jeden z maluchów zaprosił kota sąsiadki na kolację 😉 , ale tu zgodnie interweniowałyśmy ja i ptasia mama. Pani Kosowa atakowała kota, a ja łapałam pisklaka. Odstawiłam małego do pustego gniazda z poprzedniego lęgu, zdążyłam jeszcze wetknąć robala w rozdziawiony pychol, i … fruuu, skacząc z gałązki na gałązkę, bohater wieczoru gdzieś powędrował.

Dlaczego nie przyjmuję prezentów urodzinowych

W ubiegłym roku, w dniu urodzin, dowiedziałam się, że mam dzikiego lokatora.

Szczęśliwie, z pomocą nieocenionej doktor Carli Cedolini, udało się go wyeksmitować.

Mam nadzieję, że nigdy nie będzie próbował powrócić.

Zawsze już chyba 1 lipca kojarzyć mi się będzie z tym bardzo niemiłym prezentem.

Zatem – kwiaty mile widziane.

A z prezentów – na wszelki wypadek – zrezygnuję !