Kryształowy łapacz światła

sezon na łapacze trwa 🙂 Ten powinien wyłapywać/kumulować światło/dobrą energię, i jak widać na zdjęciach, całkiem dobrze mu się to udaje, przynajmniej ze światłem. No chyba, że to ja nizając kryształki tak go pozytywnie naładowałam ? Czyżbym czegoś o sobie nie wiedziała ??

Pejzaż oniryczny z dedykacją dla Ewy U.

Pejzaż oniryczny BEZ zielonej krowy, która nie dość, że miała być koniem, to jeszcze nie pasuje do całości. A wszystko to wina Ewy, która bezpodstawnie twierdzi, że ja umiem rysować, i Jej Zielonego Konia, hałaśliwie stukającego zielonym kopytkiem ! A Muza głucha jak pień …. Uprzedzając pytania o stan moich nerwów – przed paroma dniami szczepiłam się Johnsonem i to na pewno skutki uboczne ;))

A krowa poszła się paść.

Recyklingowe kwiecie

Były już wiankiem, dekoracją wielkanocnego stołu, ozdobą słomkowego kapelusza, a ten najciemniejszy przeżył swój moment chwały w charakterze fascynatora 🙂 . Jak tak dalej będę recyklingować, to w zimie któryś będzie kwiatkiem do kożucha ;)). Tym razem ukwiecają mi biurko

W domu

juz jestem w domu, wymeczona i obolala, no i troche mnie mniej. z jednej strony dobrze, bo dziki lokator chyba w calosci wyeksmitowany, z drugiej źle, bo węzły chłonne, cholera, też wycięte. A to prawa strona 😦

dziekuje wszystkim bardzo bardzo za dobre myśli, smsy, telefony !!!! 💕💕💕

Coś ta trzynastka wokół mnie uparcie krąży !

Jedenastego – covid-test.

Dwunastego – aplikacja czegoś radioaktywnego.

Trzynastego – chociaż tym razem nie w piątek – operacja.

Czternastego sprawdzam czy żyję i jak dużo mniej mnie jest.

Piętnastego ponoć mają mnie wypuścić.

Póki co dalej wyobraźnią nie sięgam.

Nomen omen czyli Święty Józef patronem klaustrofobów ?

Od paru dni dygotałam ze strachu przed dzisiejszą tomografią. I co ? i nic !! I to ja, która podczas najzwyklejszego Rtg niemal mdleje,w w trakcie densytometrii (!!) skuczy jak bity szczeniaczek …

Ale mam swoją teorię ! Miły Dottore, który przyszedł w sukurs „dręczonym” przeze mnie Paniom Pięlęgniarkom, ma na imię Giuseppe. Czyli Józef. A ponieważ miałam serdecznego przyjaciela o tym imieniu, to odczytałam to jako dobry omen , czego nie omieszkałam natychmiast powiedzieć 🙂 I poszło, nawet mi serce mocniej nie zabiło !!

I, ANECZKO – gdyby nie Ty, to nie byłabym w stanie wykrzesać z siebie tej siły !! 🌸💚

Biały Ogon śpiewa szeptem

Mieszka w sąsiedztwie. I tak naprawdę białe jest tylko JEDNO pióro w jego ogonie, ale dzięki temu wiem, że to on, a nie jakiś inny.

Codziennie o tej samej porze zasiada na ulubionej gałązce przed moim oknem i cicho, cichuteńko śpiewa.

Szeptem do mnie mów, mów szeptem

Eskadra recyklingowych aniołków gotowa do odlotu

Główki z dawnego naszyjnika papier mache, włosy z wieczorowej narzutki, a cała reszta to papierki, wstążeczki, kokardeczki od dawna zalegające w szuflandii przydasiowej. Tylko torebeczki celofanowe nieużywane 😉

Tam, gdzie mieszkają Agany

Agany to wodne boginki, typowe dla mitologii alpejskiej, szczególnie dobrze znane w Carni i Friuli. Wydaje się, że mit ten ma związek z greckimi najadami, ale można w nim również odnaleźć elementy archaicznej kultury germańskiej. Niewątpliwy związek mają także z naszymi rusałkami. Agany zamieszkują wszelkie cieki wodne – źródła, rzeki, strumienie czy potoki. Są przedstawiane na różne sposoby, ale zawsze przybierają kobiece kształty; czasami są to młode i atrakcyjne dziewczyny, innym razem stare kobiety. Najczęściej można je zobaczyć podczas pełni księżyca, pląsające w płytkiej wodzie w białych sukienkach, które potem zostawiają do wyschnięcia w świetle księżyca. Zgodnie z powszechnym przekonaniem były opiekunkami rybaków i przy wielu okazjach pomagały ludziom. Podobno to one pokazały kobietom, jak prząść wełnę, a mężczyzn nauczyły, jak przerabiać mleko w ser. Przypisywano im także zsyłanie – szczególnie na dzieci – pięknych snów. Podobnie jak strumień wody są nieprzewidywalne – czasem są przyjacielskie i pomocne, kiedy indziej niezwykle perfidne. Obrażone przyniosą pecha na całe życie!  

Po drodze, o świcie

Zdjęcia robione telefonem, w trakcie jazdy (- nie ja prowadziłam 😉 ) , więc wyszło tak sobie.