Trzy rozdziały o Rudej Hance – dwa poprawione a trzeci całkiem nowy

– 1 –

Tego wczesnego, słonecznego ranka nic nie zapowiadało dramatycznych wydarzeń, jakie miały się rozegrać już za parę godzin. Hanka kliknęła send, wysyłając poprawiony tekst do autora ( hmmm.. po wszystkich korektach, które musiała wprowadzić, autorem chyba była już ona sama) i z westchnieniem ulgi sięgnęła po filiżankę z dawno już wystygłą kawą.
Uff – przeciągnęła się, prostując obolałe od długotrwałego pisania ramiona. O Santa Petronela, dobrze, że te wybory już za niecały tydzień, bo chyba bym wpadła w paranoję. I tak mam poczucie rozdwojenia (rozdwojenia?? haha !!) jaźni. Ale okay, konto pęcznieje – dzisiaj sprawdzała – zafunduję sobie mały urlopik. Żadnych komputerów, żadnych telefonów, nawet nie sprawdzę kto wygrał ! – słyszycie, Rudzielce ? – mrugnęła do wylegujących się na tarasie kocicy i jamnika. Zapaliła papierosa i zaciągając się z przyjemnością, planowała dzisiejszy wieczór.
Leon. Wystarczyło, że o nim pomyślała, a jej ciało przechodził dreszcz. Puls przyśpieszał a kobiecość … a kobiecość … dość powiedzieć, że nigdy, na żadnego mężczyznę Hanka nie reagowała w ten sposób.
Ossss … marzenia przerwał ostry dzwonek służbowego, jak go żartobliwie nazywała, smartfona. Który to znowu, cholera !! – sprawdzała na wyświetlaczu (- swoją drogą muszę wreszcie dopasować dzwonki do osób -) A, to ten. Znowu ? – machnęła zrezygnowana ręką. – Pani Hanko ! błagam! – na wczoraj, na już, na natychmiast !!! Mam spotkanie z elektoratem ! No przecież nie powiem tego samego co wczoraj w Michałowicach. Tu, w Krakowie, jednak musi być bardziej ” Ę Ą”. Płacę podwójnie! Potrójnie ! – szybko poprawił nie słysząc żadnej odpowiedzi. I podeślę samochód z kierowcą na dzisiejsze popołudnie i wieczór do Pani dyspozycji. I na jutro też !!!
– Dobra – to przeważyło o decyzji. Dam znać gdzie i o której ma podjechać, bo przecież sam Pan rozumie, że nie pod dom. Tekst będzie gotowy za jakieś cztery godzinki. Teraz muszę iść na spacer z moimi zwierzakami, ale po powrocie natychmiast biorę się do pracy.
– Rączki całuję Pani Haneczko, wiedziałem, że na Panią można liczyć! Polecam się łaskawej pamięci !! – przymilał się obłudnie, wiedząc, że nie raz i nie dwa ratowała mu tyłek w podobnej sytuacji. I że niejednokrotnie jeszcze będzie potrzebował jej pomocy.
Zajmowała się bowiem Hanna swego rodzaju scriptdoctoringiem, bardzo specyficzną odmianą scriptdoctoringu. Specyficzną, jako że były to teksty polityczne. Teksty posłów wszelkich partii i frakcji parlamentarnych, teksty radnych, kiedyś nawet opracowywała przemówienie wiceministra, które miał wygłosić na spotkaniu ze swoim etiopskim odpowiednikiem, członkiem Ethiopian People’s Revolutionary Democratic Front.
Dostawała mailem tzw. surówki, często konspekt, plan tylko, czy wręcz – od bardziej leniwych – wypunktowane zaledwie główne założenia planowanej wypowiedzi. Oddawała perfekcyjnie zredagowany tekst, z mocno zaznaczonymi znakami przestankowymi, a nawet z uwydatnionymi – na kolorowo, odkąd jeden z „autorów” przeczytał to głośno – miejscami, w których należy wziąć oddech, zawiesić głos, by dobrze wybrzmiało poprzednie zdanie, czy też by dać czas słuchającym na spodziewaną reakcję.
Absolutna dyskrecja, poparta niejednokrotnie podpisaniem stosownego, acz nie całkiem oficjalnego zobowiązania, niezawodna punktualność i swego rodzaju lekkość wypowiedzi, przy niesamowitej, kameleonicznej wręcz zdolności do mentalnego wchodzenia w skórę kolejnych zleceniodawców, powodowały, że nie mogła narzekać na brak pracy. A co za tym idzie – dzięki temu mogła sobie pozwolić na w miarę stabilną egzystencję.
Prawdę mówiąc, lwią część zarobionych pieniędzy wydawała nie na siebie a na swoje zwierzęta, ale wcale sobie przez to nie krzywdowała. Kocica i jamnik były parą wspaniałych kompanów, a olbrzymie terrarium z jaszczurkami – jej duma i hobby od wielu lat – stanowiło niebanalną dekorację mieszkania. Tylko pani Elcia, gosposia „na przychodne” podskakiwała za każdym razem, kiedy Bazyli, samiec bazyliszka płatkogłowego zsuwał się z gałęzi do obszernego basenu, czyniąc przy tym niemiłosierny hałas. Zawsze potem biegł do którejś ze swoich samiczek na krótkie zaloty.

– 2 –

Gdzie ja jestem ? Skąd się tu wzięłam ?  I to migające światło … czy to pulsuje w mojej głowie? Oddychaj, oddychaj głęboko …
 Nic nie pamiętam .. Przecież byłam na spacerze z rudą bandą, wróciłam do domu ? Tak, otwierałam maila od … od kogo był ten mail ? Nie pamiętam. Miałam wieczorem spotkać się z Leonem. Z Leonem ?? Nie pamiętam. Nic nie pamiętam !!!!
Coraz bardziej przerażona Hanka nerwowo rozglądała się wokoło. Przestronny, ze smakiem urządzony pokój. Dwa okna z zamkniętymi okiennicami.  Duże biurko z zieloną lampą. Dwa fotele. Szafa i komoda. Na komodzie kryształowy flakon z ciemnoróżową różą i przepiękna, oprawiona w srebrne niello szczotka do włosów.  Biblioteczka.  W rogu, oddzielone parawanem, łóżko, obok kabina prysznicowa i toaleta. I kącik kuchenny z dobrze zaopatrzoną lodówką.
– Szkoda, że nie ma alkoholu – pomyślała, – bo jak nie piję, to teraz chętnie bym sobie chlapnęła.
Z ulgą zauważyła na jednym z foteli swoją torebkę. Telefon ? – nerwowo przeszukała kieszonki. Telefon jest ale zasięgu nie ma. Lista kontaktów usunięta, wszystkie zdjęcia także ! O co, do cholery, tu chodzi !!!

– 3 –

Przemarznięta, obudziła się dygocząc w lodowatej wodzie. Purpurowe płatki róży damasceńskiej, które lubiła dorzucać do kąpieli, wyglądały jak skrzepłe krople krwi.
WTF ?? – na brzegu wanny, paląc cygaretkę, przysiadł elegancki mężczyzna w typie lekko przechodzonego Jeana Marais, z okresu jego najbliższej zażyłości z Jeanem Cocteau.

Kim ty, kurwa, jesteś, i co tu, kurwa, robisz ??

Cii, dziecinko, ciii . Uspokój się. Jakkolwiek pewnie mi nie uwierzysz, to jestem twoim ojcem.

Zrozum mnie dobrze, ciągnął dalej, zanim zdążyła, oniemiała, wydobyć z siebie jakiekolwiek słowo protestu. Jestem twoim stwórcą, autorem, napisałem cię, wymyśliłem. Ergo – jestem twoim ojcem.

Co ty opowiadasz, człowieku ! – prysnęła wodą na gors jego śnieżnobiałej koszuli. Nie wierzę w ani jedno twoje słowo !

Uwierz, dziecinko, uwierz. Wszystko co robisz, kim jesteś, wszystko co ciebie dotyczy, zależy ode mnie. Od mojego kaprysu, od nastroju, od weny, od pomysłu na ciebie.

– Ale –
– Ale – przerwał jej wpół zdania – ale właśnie teraz nie mam żadnego pomysłu, wena mnie opuściła, zatem poczekasz w tej wodzie ( możesz dolać trochę gorącej ) , dopóki coś mi nie wpadnie do głowy.

Ale –
CIEMNOŚĆ
JASNOŚĆ

Co za sen ! – energicznie osuszała wychłodzone ciało szorstkim ręcznikiem. Co za sen !!

CIEMNOŚĆ

JASNOŚĆ

Jaka ta woda zimna

CIEMNOŚĆ

cdn ( kiedyś )

Ptasia choinka

Słowik zaczyna dyszkantem,

szczygieł mu wtóruje altem

szpak tenorem krzyknie czasem,

a gołąbek gruchnie basem.

Wróbel, ptaszek-nieboraczek,

uziąbłszy śpiewa jak żaczek

A mazurek ze swym synem

już świergoce za kominem
      ( ... )